NOWA POLITYKA ENERGETYCZNA UNII EUROPEJSKIEJ – CZY POLSKA JEST NA NIĄ GOTOWA?

W całej Unii Europejskiej od 2028 roku wszyst­kie nowe budyn­ki muszą być zero emi­syj­ne, a już od roku 2026 przy­kład mają dać budyn­ki uży­tecz­no­ści publicz­nej. Państwa człon­kow­skie zobo­wią­za­ły się rów­nież, że w cią­gu 7 lat ogra­ni­czą emi­sję gazów cie­plar­nia­nych o co naj­mniej 55 proc. w sto­sun­ku do pozio­mów z 1990 roku. Planowane jest też stop­nio­we wyco­fy­wa­nie roz­wią­zań grzew­czych na pali­wa kopal­ne do 2035 roku. Czy Polska jest goto­wa na te zmia­ny i w jakim stop­niu wyko­rzy­sty­wa­na będzie ener­gia odna­wial­na w nowej poli­ty­ce nasze­go rządu?

Przez ostat­nie deka­dy pol­ska poli­ty­ka ener­ge­tycz­na była budo­wa­na w opar­ciu o zewnętrz­ne dosta­wy gazu oraz wła­sne zaso­by węgla. Aktualnie rząd mówi o zmia­nie i chce iść w kie­run­ku wyko­rzy­sta­nia ener­gii jądro­wej. Co jed­nak z odna­wial­ny­mi źró­dła­mi ener­gii, któ­rych mamy pod dostat­kiem? - Posiadamy odpo­wied­nią i dość zaawan­so­wa­ną tech­no­lo­gią, ponie­waż nie bra­ku­je nam rodzi­mych pro­du­cen­tów kołów na bio­ma­sę, pomp cie­pła czy pane­li foto­wol­ta­icz­nych, czy­li mamy know-how. Na doda­tek dys­po­nu­je­my zaso­ba­mi, któ­re może­my wyko­rzy­sty­wać w cie­płow­nic­twie – aktu­al­nie nasz kraj jest jed­nym z wio­dą­cych pro­du­cen­tów pel­le­tu w całej Unii Europejskiej. Czemu tego nie wyko­rzy­stu­je­my? – pyta pre­zes Izby Gospodarczej Urządzeń OZE, dr Adam Nocoń.

IDZIE NOWE: BIOMASA PODSTAWĄ POLSKIEGO CIEPŁOWNICTWA?

Komisja Europejska i Parlament Europejski chcą zaka­zu mon­to­wa­nia kotłów na węgiel, gaz ziem­ny i olej opa­ło­wy. W związ­ku z tym mówi się o wpro­wa­dze­niu następ­ne­go podat­ku od ogrze­wa­nia gazem i węglem w kolej­nych latach, a w kon­se­kwen­cji cał­ko­wi­te­go odej­ścia od paliw kopal­nych. Wobec pla­no­wa­nych zmian udział alter­na­tyw­nych źró­deł ener­gii ma znacz­nie wzro­snąć. - Biomasa jest trak­to­wa­na w UE jako pali­wo zero­emi­syj­ne. W dodat­ku pozwa­la uni­kać dodat­ko­wych kosz­tów, któ­re trze­ba ponieść przy pali­wach kopal­nych. Powinniśmy wyko­rzy­sty­wać pol­skie zaso­by, ponie­waż jest to nasze natu­ral­ne bogac­two dają­ce moż­li­wość budo­wa­nia sta­bil­nej ener­ge­ty­ki pań­stwa – mówił pod­czas kon­fe­ren­cji w Arłamowie Sekretarz sta­nu Ministerstwa Klimatu i Środowiska, Edward Siarka. W związ­ku z trwa­ją­cą woj­ną w Ukrainie i nie­po­ko­ja­mi na tere­nie Rosji koszt ener­gii wzrósł w ostat­nim cza­sie nawet o 45%, dla­te­go każ­dy kraj UE wkła­da dużo wysił­ku w pozy­ski­wa­niu tań­szych źró­deł ener­gii. Kluczowe jest wyko­rzy­sta­nie wła­snych zaso­bów i tech­no­lo­gii. - Musimy mieć sta­bil­ne i pol­skie OZE, dla­te­go jestem zwo­len­ni­kiem bio­ma­sy – prze­ko­ny­wał Minister Siarka i zauwa­żył, że mając tak sil­ną gospo­dar­kę leśną, zamiast sami z niej korzy­stać wywo­zi­my nasze natu­ral­ne bogac­two do Austrii czy Niemiec.

Eksperci twier­dzą, że idąc za przy­kła­dem kra­jów skan­dy­naw­skich naj­le­piej mieć dwa źró­dła cie­pła, np. pom­pę cie­pła oraz kocioł na bio­ma­sę. W Polsce jed­nym z naj­po­pu­lar­niej­szych urzą­dzeń OZE jest kocioł na pel­let, któ­rych dotąd zamon­to­wa­no oko­ło 400 000. – Nasz kraj pro­du­ku­je rocz­nie 1.800.000 ton pele­tu, co może zastą­pić gaz, węgiel i olej w gospo­dar­stwach domo­wych, dla­te­go nie dzi­wi mnie duże zain­te­re­so­wa­nie tymi urzą­dze­nia­mi. Na doda­tek przy dzi­siej­szym roz­wo­ju tech­no­lo­gii i sto­so­wa­nia odpo­wied­nich fil­trów emi­sja pyłu do atmos­fe­ry jest tak niska, że może­my tu mówić w zasa­dzie o zero­wej emi­syj­no­ści. Mamy zatem eko­lo­gicz­ne i nie­dro­gie zaso­by oraz goto­we roz­wią­za­nia na wycią­gnię­cie ręki. Dlaczego w takim razie pol­ska gospo­dar­ka urzą­dzeń OZE prze­ży­wa kry­zys – nie może zro­zu­mieć dr Nocoń z IGU OZE. W koszy­ku ener­ge­tycz­nym UE zapro­po­no­wa­no pod­wyż­sze­nie wią­żą­ce­go celu w zakre­sie udzia­łu OZE do 42,5 %. Być może to zmo­bi­li­zu­je pol­ski rząd do szer­sze­go korzy­sta­nia z rodzi­mych zaso­bów natu­ral­nych i roz­wią­zań opra­co­wa­nych przez pol­skie firmy.

Izba Gospodarcza Urządzeń OZE zrze­sza ponad 100 firm pro­du­ku­ją­cych oraz dys­try­bu­ują­cych urzą­dze­nia wyko­rzy­stu­ją­ce odna­wial­ne źró­dła ener­gii. Izba zaj­mu­je się przy­go­to­wy­wa­niem pro­jek­tów i aktów praw­nych w zakre­sie funk­cjo­no­wa­nia pol­skiej bran­ży OZE i ochro­ny śro­do­wi­ska, współ­pra­cu­je z orga­na­mi wła­dzy i admi­ni­stra­cji pań­stwo­wej, a tak­że pro­mu­je pol­ski prze­mysł, rze­mio­sło i usłu­gi w na ryn­ku kra­jo­wym oraz na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej. Jednym z głów­nych celów izby jest opi­nio­wa­nie aktów praw­nych doty­czą­cych bran­ży, moni­to­ro­wa­nie pro­ce­su ich wdra­ża­nia i funk­cjo­no­wa­nia oraz przed­sta­wia­nie tych ocen wraz z ewen­tu­al­ny­mi pro­po­zy­cja­mi zmian wła­ści­wym orga­nom wła­dzy publicz­nej. Władze izby dba­ją o kształ­to­wa­nie, upo­wszech­nia­nie oraz pro­mo­wa­nie zasad uczci­wo­ści w dzia­łal­no­ści gospo­dar­czej, w szcze­gól­no­ści opra­co­wy­wa­nie pro­ce­dur kon­tro­l­nych dla urzą­dzeń OZE.

 

 

 

 

Frankowiczu nie zwlekaj! Ostatnie przeszkody na drodze do sprawiedliwości zostały usunięte

Kredyty indek­so­wa­ne do walu­ty fran­ka szwaj­car­skie­go, zna­ne jako kre­dy­ty fran­ko­we, przez wie­le lat sta­no­wi­ły powód kon­tro­wer­sji i trud­no­ści dla tysię­cy kre­dy­to­bior­ców w Polsce. Jednak ostat­nie wyda­rze­nia praw­ne i orze­cze­nia sądo­we otwo­rzy­ły nowe per­spek­ty­wy dla osób poszko­do­wa­nych, któ­re pra­gną docho­dzić swo­ich praw i osią­gnąć spra­wie­dli­wość. W świe­tle ostat­nie­go wyro­ku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w spra­wie C‑520/21, nie ma już żad­nych wąt­pli­wo­ści, że fran­ko­wi­cze mogą bez obaw wal­czyć o swo­je prawa.

 Pozew bez strachu

- Dotychczasowa oba­wa przed moż­li­wo­ścią pozwa­nia przez bank w celu uzy­ska­nia wyna­gro­dze­nia za korzy­sta­nie z kapi­ta­łu powo­do­wa­ła nie­pew­ność i znie­chę­ce­nie wie­lu osób. Ta oba­wa mogła powstrzy­my­wać kre­dy­to­bior­ców przed pod­ję­ciem kro­ków praw­nych. Jednak teraz, ta istot­na wąt­pli­wość zosta­ła roz­wia­na, co spra­wia, że skie­ro­wa­nie spra­wy do sądu w celu ochro­ny swo­ich praw sta­je się znacz­nie łatwiej­sze i pozba­wio­ne wcze­śniej­szych obaw. Rzeczywiście, teraz dro­ga do uwol­nie­nia się od tok­sycz­nych pro­duk­tów finan­so­wych, takich jak kre­dy­ty fran­ko­we, wyda­je się prost­sza i bar­dziej dostęp­na niż kie­dy­kol­wiek wcze­śniej – mówi adwo­kat Bartosz Czupajło, part­ner w kan­ce­la­rii adwo­kac­kiej Czupajło Ciskowski & Partnerzy,  któ­ra od 2017 roku wygra­ła ponad 150 spraw fran­ko­wych, a kolej­ne 900 jest obec­nie w toku.

 Wyrok Trybunału, ogło­szo­ny w czwar­tek, wresz­cie zakoń­czył wie­lo­mie­sięcz­ne spe­ku­la­cje doty­czą­ce pra­wa ban­ków do żąda­nia wyna­gro­dze­nia za korzy­sta­nie z kapi­ta­łu. Pod koniec 2021 roku nie­któ­re ban­ki zde­cy­do­wa­ły się na pozy­wa­nie kre­dy­to­bior­ców, któ­rzy odwa­ży­li się wystą­pić do sądu i docho­dzić unie­waż­nie­nia ich umów kre­dy­tu, o wyna­gro­dze­nie za korzy­sta­nie z udzie­lo­ne­go kapi­ta­łu. Te dzia­ła­nia wywo­ły­wa­ły poważ­ne oba­wy wśród kre­dy­to­bior­ców, któ­rzy zasta­na­wia­li się, czy w razie unie­waż­nie­nia ich umo­wy przez sąd będą zobo­wią­za­ni do zwró­ce­nia ban­ko­wi więk­szej kwo­ty niż jedy­nie kapitał.

- Trybunał Sprawiedliwości jed­no­znacz­nie orzekł, że w przy­pad­ku unie­waż­nie­nia umo­wy z powo­du zawar­cia w niej nie­do­zwo­lo­nych klau­zul lub nad­użyć, bank nie ma pra­wa żądać od klien­ta więk­szej kwo­ty niż to, co klient otrzy­mał. Oznacza to, że bank może żądać jedy­nie zwro­tu wypła­co­ne­go kre­dy­tu wraz z usta­wo­wy­mi odset­ka­mi za opóź­nie­nie, liczo­ny­mi dopie­ro od momen­tu, gdy kre­dy­to­bior­ca zosta­nie wezwa­ny do zwro­tu kapi­ta­łu. To bar­dzo korzyst­ne roz­strzy­gnię­cie dla fran­ko­wi­czów, któ­re zapew­nia im spo­koj­ny sen, na któ­ry przez dłu­gi czas nie mogli liczyć – doda­je mec. Czupajło.

Walka o spra­wie­dli­wość ze szczę­śli­wym zakończeniem

Praktycznie wszyst­kie umo­wy kre­dy­tów fran­ko­wych, z wyjąt­kiem nie­licz­nych przy­pad­ków, zawie­ra­ją posta­no­wie­nia nie­do­zwo­lo­ne i nie budzą kon­tro­wer­sji w sądach. Oznacza to, że w zde­cy­do­wa­nej więk­szo­ści spraw nie ma już powo­dów do obaw o ich wynik, a korzy­ści pły­ną­ce z wygra­nej są nie­zwy­kle zna­czą­ce. Widać to rów­nież w zwięk­szo­nej popu­lar­no­ści zakła­da­nych spraw sądowych.

Na linii cza­so­wej moż­na zaob­ser­wo­wać stop­nio­wy wzrost licz­by osób, któ­re pod­ję­ły wal­kę o swo­je pra­wa. Początkowo, do paź­dzier­ni­ka 2019 roku, tyl­ko nie­licz­ni, naj­bar­dziej odważ­ni i zde­ter­mi­no­wa­ni decy­do­wa­li się na pro­ce­sy prze­ciw­ko ban­kom, ryzy­ku­jąc poraż­kę w sądzie. W paź­dzier­ni­ku 2019 roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał słyn­ny wyrok w spra­wie Państwa Dziubaków, wska­zu­jąc na skut­ki eli­mi­na­cji klau­zul walo­ry­za­cyj­nych z umo­wy kre­dy­tu fran­ko­we­go. Orzeczenie to doty­czy­ło prze­li­cza­nia kur­su walu­ty, sal­da kre­dy­tu i wyso­ko­ści rat. Trybunał jed­no­znacz­nie stwier­dził, że takie luki w umo­wach nie mogą być uzu­peł­nia­ne inny­mi posta­no­wie­nia­mi, co wcze­śniej czy­ni­ły pol­skie sądy.- To spo­wo­do­wa­ło korzyst­ną zmia­nę dla kre­dy­to­bior­ców. Wówczas obser­wo­wa­li­śmy wśród kre­dy­to­bior­ców wyraź­ny wzrost zain­te­re­so­wa­nia kie­ro­wa­niem spraw do sądu, szcze­gól­nie jesie­nią 2019 roku, a tak­że w latach 2020 i 2021. Pod koniec 2021 roku ban­ki roz­po­czę­ły maso­we pozwy prze­ciw­ko kre­dy­to­bior­com w celu uzy­ska­nia wyna­gro­dze­nia za korzy­sta­nie z kapi­ta­łu, a to było wła­śnie tema­tem ostat­nie­go wyro­ku Trybunału. Ta ofen­sy­wa ban­ków spo­wo­do­wa­ła pew­ną wstrze­mięź­li­wość ze stro­ny kre­dy­to­bior­ców, któ­rzy oba­wia­li się koniecz­no­ści zapła­ty ban­kom za korzy­sta­nie z kapi­ta­łu. To mogło zmie­nić per­spek­ty­wę i korzy­ści zwią­za­ne z wygra­ny­mi spra­wa­mi. Jednak od momen­tu ogło­sze­nia ostat­nie­go wyro­ku Trybunału, któ­ry jasno stwier­dza, że ban­kom nie przy­słu­gu­je żad­ne wyna­gro­dze­nie, obser­wu­je­my duże poru­sze­nie. Można to nazwać kolej­ną falą kre­dy­to­bior­ców, któ­rzy już zde­cy­do­wa­li się skie­ro­wać spra­wy prze­ciw­ko ban­kom – opo­wia­da Bartosz Czupajło.

Jak zło­żyć pozew prze­ciw­ko kredytodawcy? 

- W pierw­szej kolej­no­ści nale­ży odszu­kać umo­wę kre­dy­to­wą z załącz­ni­ka­mi oraz zawar­ty­mi anek­sa­mi. Posiadając te doku­men­ty, każ­dy posia­dacz kre­dy­tu fran­ko­we­go może skon­sul­to­wać się z kan­ce­la­rią praw­ną w celu uzy­ska­nia infor­ma­cji doty­czą­cych kwa­li­fi­ka­cji swo­jej umo­wy do roz­pa­trze­nia przez sąd.  Dysponując tyl­ko umo­wą, moż­na już zło­żyć proś­bę o przed­sta­wie­nie ofer­ty i doko­nać naj­lep­sze­go wybo­ru. Następnie, kan­ce­la­ria będzie zaj­mo­wać się spra­wą i poma­gać w dopeł­nie­niu wszel­kich koniecz­nych for­mal­no­ści. Ich licz­ba nie jest duża – wyja­śnia mec. Czupajło.

W ostat­nim cza­sie  poja­wi­ło  się na ryn­ku róż­ne fir­my odszko­do­waw­cze, któ­re nie są kan­ce­la­ria­mi adwo­kac­ki­mi ani rad­cow­ski­mi. Warto zauwa­żyć, że Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) już jakiś czas temu wydał pierw­sze decy­zje doty­czą­ce takich pod­mio­tów, któ­re nie zawsze zacho­wu­ją rze­tel­ność w kon­tak­cie z klien­ta­mi. Należy więc być ostroż­nym, aby nie dać się oszu­kać ponow­nie. Zdecydowanie lepiej sko­rzy­stać z usług zawo­dów zaufa­nia publicz­ne­go, takich jak adwo­ka­ci czy rad­cy praw­ni. Wtedy moż­na powie­rzyć swo­ją spra­wę z czy­stym sumie­niem, bez obaw o bez­pie­czeń­stwo swo­ich środ­ków i spo­koj­nie ocze­ki­wać na roz­strzy­gnię­cie sprawy.

 

ZUS i godna starość w parze nie idą…

To już ostat­nia chwi­la roz­li­czeń podat­ko­wych i dobra oka­zja, aby zasta­no­wić się nad tym, jak prze­sta­rza­łą insty­tu­cją jest ZUS… W zało­że­niu Zakład Ubezpieczeń Społecznych miał słu­żyć każ­de­mu oby­wa­te­lo­wi, by zabez­pie­czyć go finan­so­wo „na sta­rość”, kie­dy nadej­dzie wie­ko­pom­na chwi­la jego eme­ry­tu­ry i tym samym zasłu­żo­ne­go odpo­czyn­ku. Czy jed­nak w naszych cza­sach ma jesz­cze rację bytu? 

U nie­jed­ne­go skrót „ZUS” wywo­łu­je ciar­ki na ple­cach. Oddając co mie­siąc znacz­ną część swo­ich zarob­ków do tego fun­du­szu, ocze­ku­je­my, że będzie to ponie­kąd inwe­sty­cja w naszą przy­szłość. Niestety rze­czy­wi­stość wyglą­da ina­czej, niż mogli­by­śmy sobie tego życzyć. Jak więc mamy zapew­nić sobie god­ną sta­rość, sko­ro nie może­my liczyć na jed­ną z naj­waż­niej­szych insty­tu­cji w Polsce?

ZUS powi­nien odejść do lamusa?

Były cza­sy, kie­dy ZUS sta­no­wił waż­ny ele­ment życia każ­de­go czło­wie­ka w naszym kra­ju – w pozy­tyw­nym zna­cze­niu tego sło­wa… Założenia zakła­du były two­rzo­ne w momen­cie wyżu demo­gra­ficz­ne­go, kie­dy było Nas po pro­stu znacz­nie wię­cej. Wówczas kil­ka osób mogło spo­koj­nie pra­co­wać na 1 eme­ry­ta, a tym samym zapew­nić mu god­ną eme­ry­tu­rę oraz życie na pozio­mie. Senior nie musiał co mie­siąc podej­mo­wać dra­ma­tycz­nej decy­zji czy pie­nią­dze wydać na leki, czy na jedzenie.

Dzisiaj pro­por­cje te nie są już tak sprzy­ja­ją­ce. Obecnie ZUS jest insty­tu­cją, któ­ra spra­wia, że spo­łe­czeń­stwo powo­li zja­da wła­sny ogon. Co to ozna­cza w prak­ty­ce? Niestety każ­da jed­na oso­ba pra­cu­je już i będzie musia­ła pra­co­wać w przy­szło­ści na kil­ku eme­ry­tów jed­no­cze­śnie. W innych sło­wach, raczej nie mamy się co spo­dzie­wać god­ne­go wyna­gro­dze­nia na sta­rość w zamian za naszą cięż­ką pra­cę przez całą dro­gę zawo­do­wą… Zapewne nie będą to pie­nią­dze do jakich, z mie­sią­ca na mie­siąc, przy­zwy­cza­ili­śmy się w trak­cie naszej karie­ry zawo­do­wej czy dzia­łal­no­ści biz­ne­so­wej na prze­strze­ni lat. Ufanie ZUS-owi i wia­ra w to, że uda mu się utrzy­mać nas na tzw. sta­rość jest bar­dzo naiw­ne i dla nas samych szkodliwe.

Sytuacja ta impli­ku­je rów­nież koniecz­ność, żeby z dnia na dzień, za dużo niż­sze pie­nią­dze niż te, do któ­rych jeste­śmy przy­zwy­cza­je­ni, nauczyć się żyć w zupeł­nie nowej rze­czy­wi­sto­ści. Ktoś, kto zara­biał dotych­czas 6000 zł, być może będzie miał eme­ry­tu­rę w wyso­ko­ści 1500 zł i z wtor­ku na śro­dę, kie­dy aku­rat obcho­dził swo­je sześć­dzie­sią­te pią­te uro­dzi­ny będzie musiał zmie­nić kom­plet­nie swo­je życie, bo dosta­nie 4 × mniej środ­ków niż to, do cze­go był do tej pory przy­zwy­cza­jo­ny. A czło­wiek prze­cież łatwo przy­zwy­cza­ja się do zmian… oczy­wi­ście tych dobrych.

Jak więc zabez­pie­czyć się na sta­rość, aby móc ją prze­żyć god­nie, kom­for­to­wo i z jak naj­mniej­szą ilo­ścią zmar­twień (przy­naj­mniej tych finansowych)?

Mam dla Was kil­ka opcji. Dla ludzi nie­lu­bią­cych podej­mo­wa­nia ryzy­ka finan­so­we­go pole­cam po pro­stu oszczę­dza­nie. Odkładając część przy­cho­dów na inne kon­to (koniecz­nie oszczęd­no­ścio­we z opro­cen­to­wa­niem, aby pie­nią­dze radzi­ły sobie w naj­gor­szym przy­pad­ku przy­naj­mniej z infla­cją) unik­nie­my ich zbęd­ne­go wyda­wa­nia, do któ­re­go nie­ste­ty nie­któ­rzy z nas są przy­zwy­cza­je­ni. Systematycznie prze­le­wa­jąc usta­lo­ny pro­cent z pen­sji być może pozwo­li­my sobie na zgro­ma­dze­nie sumy, do któ­rej eme­ry­tu­ra może stać się tyl­ko dodat­kiem. Jest to spo­sób dłu­go­trwa­ły, ale za to najbezpieczniejszy.

AKCJE

Jeżeli posia­da­my odło­żo­ną więk­szą kwo­tę może­my ją zain­we­sto­wać tak, aby pomna­ża­ła kapi­tał za nas. W co war­to inwe­sto­wać? Do naj­bar­dziej popu­lar­nych nale­żą inwe­sty­cje w akcje, co w prak­ty­ce ozna­cza bycie współ­wła­ści­cie­lem (akcjo­na­riu­szem) dane­go przed­się­bior­stwa. Do takie­go kro­ku trze­ba się dobrze przy­go­to­wać i wie­dzieć w akcje jakich spół­ek inwe­sto­wać. Jeżeli fir­ma dobrze się roz­wi­ja, a jej docho­dy rosną – wzra­sta­ją rów­nież ceny akcji, któ­re po pew­nym cza­sie sprze­dać moż­na ze znacz­nym zyskiem.

OBLIGACJE

Akcje mimo swo­jej popu­lar­no­ści wią­żą się z ryzy­kiem zain­we­sto­wa­nia w spół­kę, któ­ra nie będzie przy­no­sić korzy­ści finan­so­wych. Dla osób wolą­cych bez­piecz­niej­sze spo­so­by pomna­ża­nia kapi­ta­łu dobrą opcją może oka­zać się inwe­sty­cja w obli­ga­cje. Otrzymując środ­ki od obli­ga­ta­riu­sza, fir­ma sprze­da­ją­ca obli­ga­cje może wyko­rzy­sty­wać je przez pewien okres, a po jego upły­wie jest zobo­wią­za­na do odda­nia ich wraz z usta­lo­ny­mi odset­ka­mi. W prze­ci­wień­stwie do akcji, kupu­jąc obli­ga­cje nie masz wpły­wu na decy­zje podej­mo­wa­ne wewnątrz fir­my, ani też nie przy­słu­gu­je ci dywi­den­da. Otrzymujesz jedy­nie zwrot zain­we­sto­wa­nej kwo­ty powięk­szo­nej o odsetki.

NIERUCHOMOŚCI

Kolejnym spo­so­bem, naj­bar­dziej prze­ze mnie pre­fe­ro­wa­nym, jest inwe­sty­cja w nie­ru­cho­mo­ści – w myśl cyta­tu z jed­ne­go z pol­skich fil­mów: „a zie­mia to jed­nak zie­mia”… Jest to inwe­sty­cja, któ­ra przy odpo­wied­nim dba­niu raczej nie tra­ci na war­to­ści, bo jej war­tość dopa­so­wu­je się do warun­ków panu­ją­cych na ryn­ku… Warto zatem zauwa­żyć, że inwe­sty­cje w nie­ru­cho­mo­ści mogą sta­no­wić pew­ne­go rodza­ju zabez­pie­cze­nie przed infla­cją. W przy­pad­ku wzro­stu kosz­tów życia i spad­ku war­to­ści pie­nią­dza, war­tość nie­ru­cho­mo­ści może wzro­snąć, ponie­waż ludzie nadal będą potrze­bo­wać dachu nad gło­wą i będą goto­wi pła­cić za wyna­jem lub zakup nieruchomości.

Ponadto, nie­ru­cho­mo­ści mogą sta­no­wić jed­ną z naj­lep­szych form dywer­sy­fi­ka­cji port­fe­la inwe­sty­cyj­ne­go, pozwa­la­jąc na roz­ło­że­nie ryzy­ka pomię­dzy róż­ne kla­sy akty­wów. Ostatecznie, inwe­sty­cje w nie­ru­cho­mo­ści wyma­ga­ją pew­nych kosz­tów, takich jak poda­tek od nie­ru­cho­mo­ści, kosz­ty utrzy­ma­nia i remon­tów, ale jeśli zosta­ną odpo­wied­nio prze­my­śla­ne i prze­pro­wa­dzo­ne, mogą sta­no­wić sku­tecz­ną stra­te­gię inwestycyjną.

Podsumowując…

Przy odpo­wied­nio wcze­snym, prze­my­śla­nym pla­no­wa­niu i sys­te­ma­tycz­no­ści w oszczę­dza­niu będziesz mógł zapew­nić sobie to, cze­go nie zapew­ni Ci ZUS – finan­so­wej sta­bil­no­ści na eme­ry­tu­rze, z któ­rą zma­ga­ją się milio­ny senio­rów w Polsce. I cho­ciaż, z zało­że­nia, pie­nią­dze są po to, żeby je wyda­wać, pro­po­nu­ję cho­ciaż część prze­zna­czyć sobie na jesień życia.

Dlatego jeśli umiesz liczyć… licz na sie­bie, a nie na ZUS!

Narzędzia rozwoju osobistego i duchowego dla początkujących i zaawansowanych

Jak dzia­ła­ją i na co dokład­nie narzę­dzia roz­wo­ju oso­bi­ste­go i ducho­we­go oraz jak uży­wać ich z gło­wą? I co wspól­ne­go ma z tym efek­tyw­ność w biz­ne­sie? W niniej­szym arty­ku­le znaj­dziesz odpo­wiedź na te i kil­ka innych pytań doty­czą­cych narzę­dzi, któ­re war­to wyko­rzy­sty­wać w pra­cy nad sobą i pro­ce­sie samo­do­sko­na­le­nia – narzę­dzi łatwych, pro­stych w uży­ciu, przy­jem­nych i, co naj­waż­niej­sze, ogólnodostępnych… 

Niewiele osób łączy ze sobą biz­nes i roz­wój ducho­wy czy oso­bi­sty (cho­ciaż to już prę­dzej). Okazuje się jed­nak, że są one rów­nie waż­ne w życiu zawo­do­wym co w pry­wat­nym. Polegają bowiem w swo­ich pod­sta­wach na odpo­wie­dze­niu sobie na naj­waż­niej­sze pyta­nia: „kim jestem?”, „cze­go pra­gnę?”, „jakie są moje prio­ry­te­ty, cele, dąże­nia?”. Jeżeli umie­my odpo­wie­dzieć sobie na te pyta­nia w życiu pry­wat­nym, kwe­stia tego, jak powin­no wyglą­dać nasze życie zawo­do­we, rów­nież sta­nie się jasne, a wów­czas zacznie­my dzia­łać w biz­ne­sie w zgo­dzie z naszy­mi war­to­ścia­mi, w posza­no­wa­niu ogra­ni­czeń ale i talen­tów. Wielu uwa­ża, że świa­do­mość sie­bie przyj­dzie w koń­cu sama, w pro­ce­sie dora­sta­nia, a póź­niej sta­rze­nia się. Nie jest to jed­nak pew­nik, co może­my z łatwo­ścią zauwa­żyć, po pro­stu obser­wu­jąc ludzi wokół nas – doro­słych, któ­rzy zma­ga­ją się całe życie ze sobą i z inny­mi w poszu­ki­wa­niu sen­su i kie­run­ku. Na szczę­ście nie jeste­śmy na te zma­ga­nia ska­za­ni. Istnieją bowiem narzę­dzia, któ­re w budo­wa­niu tej świa­do­mo­ści poma­ga­ją i dosko­na­le dzia­ła­ją, gdy docho­dzi­my do ścia­ny i nie wie­my, w któ­rą stro­nę posta­wić kolej­ny krok…

Rozwój ducho­wy daje głę­bię, poczu­cie związ­ku z samym sobą, poczu­cie reali­za­cji i przede wszyst­kim narzę­dzia do osią­gnię­cia nasze­go naj­wyż­sze­go poten­cja­łu. Dzięki temu wpro­wa­dza spo­kój, sta­bil­ność i poczu­cie bez­pie­czeń­stwa, a wszyst­ko to wyni­ka mię­dzy inny­mi z rosną­ce­go zaufa­nia do same­go sie­bie, swo­ich opi­nii i decy­zji – tłu­ma­czy Natalia Polcyn-Geisler, men­tor­ka biz­ne­so­wa kobiet.

Praktykuj to, co dla Ciebie najlepsze!

W poszu­ki­wa­niu narzę­dzi roz­wo­ju ducho­we­go, tra­fisz zapew­ne na wie­le bar­dzo pro­stych i bar­dzo skom­pli­ko­wa­nych środ­ków do celu. Jeżeli jesteś w tema­cie oso­bą począt­ku­ją­cą, war­to oczy­wi­ście spró­bo­wać narzę­dzi pod­sta­wo­wych. Większość z nas roz­wój ducho­wy i oso­bi­sty zaczy­na od rese­ar­chu ksią­żek i maga­zy­nów o cha­rak­te­rze porad­ni­ko­wym. I jest to bar­dzo dobry krok!

Kilka lat temu w mojej prze­strze­ni poja­wi­ła się (chy­ba wie­lu oso­bom zna­na) książ­ka „Potęga pod­świa­do­mo­ści”. Wtedy wła­śnie zaczę­łam zasta­na­wiać się nad tym, w jaki spo­sób świa­do­mie zacząć wpły­wać na moje życie i biz­nes, tak żeby moje marze­nia i pla­ny w każ­dej z wymie­nio­nych sfer zaczę­ły się reali­zo­wać. Swoją przy­go­dę roz­po­czę­łam od wypo­wia­da­nia afir­ma­cji zawar­tych w tej wła­śnie książ­ce. Bardzo szyb­ko w moim życiu zaczę­ły zacho­dzić pozy­tyw­ne zmia­ny – prze­ko­nu­je Natalia Polcyn-Geisler i doda­je – Kolejne pozy­cje książ­ko­we, któ­re dużo w moim życiu zmie­ni­ły to książ­ki autor­stwa Brian Tracy. Po ich lek­tu­rze od razu zaczę­łam w życie wpro­wa­dzać pozna­ne dzię­ki nim techniki.

Kolejnym kro­kiem pole­ca­nym przez spe­cja­li­stów jest pro­wa­dze­nie dzien­ni­ka – nie tyl­ko codzien­nych zapi­sków emo­cji, prze­my­śleń czy zda­rzeń, ale rów­nież dzien­ni­ka wdzięcz­no­ści. Chociaż może wyda­wać się to banal­ne, jest bar­dzo dobrze oddzia­łu­ją­cym na nasz układ lim­bicz­ny narzę­dziem. Nie tyl­ko poma­ga w regu­la­cji emo­cji, ale i w dużej mie­rze je pro­gra­mu­je. A to, nawet jeśli nie wie­rzy­my w magię przy­cią­ga­nia, ma wpływ na nasze podej­ście do codzien­no­ści – a nie od dziś wia­do­mo, że podej­ście to pro­cen­to­wo bar­dzo duża, jeśli nie naj­waż­niej­sza, część nasze­go sukcesu.

Oprócz pro­wa­dze­nia dzien­ni­ka war­to rów­nież pobu­dzić lewą pół­ku­lę inny­mi zaję­cia­mi „manu­al­ny­mi”, taki­mi jak np. two­rze­nie mapy marzeń czy też odda­nie się malo­wa­niu intu­icyj­ne­mu oraz kre­owa­niu i zapi­sy­wa­niu wła­snych afirmacji.

To napraw­dę dzia­ła! Na wła­snej skó­rze poczu­łam i czu­ję każ­de­go dnia, że fak­tycz­nie wcho­dząc bar­dziej w sie­bie, pozna­jąc swo­je talen­ty, na naszej dro­dze poja­wia się ducho­wość i zaczy­na­my widzieć w sobie ten pier­wia­stek bosko­ści – doda­je entu­zja­stycz­nie Natalia, tre­ner­ka biz­ne­so­wa kobiet. – Każdy z nas ma w sobie ten pier­wia­stek. Nie ozna­cza on oczy­wi­ście żad­nych super mocy rodem z komik­sów czy Biblii. Nikt z nas nie powie: „wstań i idź!”. Chodzi o umie­jęt­ność kre­acji NASZEGO życia. Jeżeli na pozio­mie duszy, pozio­mie pod­świa­do­mym, jeste­śmy bli­sko sami ze sobą, mamy moc przy­cią­ga­nia do sie­bie kon­kret­nych zda­rzeń, ludzi i emocji.

Wiele osób w pro­ce­sie roz­wo­ju ducho­we­go wspie­ra się rów­nież waha­deł­kiem. Sprawa jest dosyć kon­tro­wer­syj­na i brak pod­staw nauko­wych na jej sku­tecz­ność. Proponujemy jed­nak spoj­rzeć na spra­wę od stro­ny naszej pod­świa­do­mo­ści… Wahadełko słu­ży do zada­wa­nia pytań zamknię­tych, na któ­re odpo­wiedź może brzmieć: „tak” lub „nie”. Nawet jeże­li nie prze­ko­nu­je nas kwe­stia łącze­nia się z „wyż­szym ja” i inne hasła zwią­za­ne z tą prak­ty­ką, weź­my pod uwa­gę siłę… auto­su­ge­stii. Wahadełko może dzia­łać dokład­nie tak samo jak rzu­ca­nie mone­tą – jesz­cze gdy mone­ta jest w powie­trzu nasz umysł znaj­du­je wła­ści­wą odpo­wiedź na nasze pyta­nie, pod wpły­wem pre­sji dyle­mat zni­ka i umysł poda­je nam na tale­rzu odpo­wiedź na pyta­nie, daje znać o naszych pra­gnie­niach. Wahadełko może nas zatem w bar­dzo łatwy spo­sób wspie­rać w podej­mo­wa­niu wła­ści­wych, zgod­nych z naszym JA decy­zji. Narzędzie pro­ste, a jak­że skuteczne!

Jednym z kolej­nych narzę­dzi, któ­re moż­na sto­so­wać samo­dziel­nie są kar­ty roz­wo­ju oso­bi­ste­go z któ­ry­mi  pra­co­wa­łam, aby pobu­dzić swój kon­takt z intu­icją. Następnie sama stwo­rzy­łam swo­je kar­ty „Przebudzenia do kre­acji”, któ­rych uży­wam przy współ­pra­cy duchowo-biznesowej, pod­czas men­to­rin­gu biz­ne­so­we­go, jaki pro­wa­dzę dla swo­ich klien­tek – doda­je Natalia Polcyn-Geisler.

Narzędzia dla zaawansowanych?

Tak jak pro­wa­dze­nie dzien­ni­ka czy też zaję­cia „arty­stycz­ne” może­my w 100% prak­ty­ko­wać sami, tak medy­ta­cję, czy jogę war­to sto­so­wać pod okiem lub po kon­sul­ta­cji z oso­bą, któ­ra te doświad­cze­nia ma już za sobą. W przy­pad­ku jogi spra­wa jest głów­nie czy­sto tech­nicz­na – przy zaawan­so­wa­nych asa­nach może­my po pro­stu zro­bić sobie fizycz­nie krzyw­dę, jeśli nie wyko­nu­je­my ich pra­wi­dło­wo wła­śnie pod wzglę­dem tech­nicz­nym. Jeśli zaś cho­dzi o medytację…

Medytacji jako narzę­dzia uży­wać moż­na na bar­dzo wie­le róż­nych spo­so­bów. Możemy sto­so­wać na przy­kład róż­ne­go rodza­ju medy­ta­cje wspo­ma­ga­ne – np. kon­kret­ny­mi dźwię­ka­mi, pro­wa­dze­niem przez inną oso­bę czy też afir­ma­cja­mi, któ­re sami wypo­wia­da­my na głos lub jedy­nie w myślach. Osoby zaawan­so­wa­ne w tym tema­cie czę­sto nie potrze­bu­ją już jed­nak żad­nych wspo­ma­ga­czy i umie­ją wpro­wa­dzać się w swe­go rodza­ju trans – wyłą­czać świat zewnętrz­ny i pozo­sta­wać sam na sam ze sobą przez dłu­gi czas. Niezależnie od tego, czy chce­my prak­ty­ko­wać medy­ta­cję w ten spo­sób czy nie, jeże­li trak­tu­je­my temat na poważ­nie i chce­my się w tym kie­run­ku roz­wi­jać, war­to zna­leźć men­to­ra, któ­ry popro­wa­dzi nas przez bar­dziej skom­pli­ko­wa­ne zagad­nie­nia oraz wytłu­ma­czy, jak zadbać o swo­je bez­pie­czeń­stwo i kom­fort w trak­cie praktyki.

Choć medy­ta­cja, prak­ty­ko­wa­nie wdzięcz­no­ści czy też pro­wa­dze­nie dzien­ni­ka mogą się wyda­wać cza­sa­mi prak­ty­ka­mi „odstrze­lo­ny­mi” – a jako ludzie mamy ten­den­cję do wyśmie­wa­nia rze­czy, któ­rych nie zna­my czy też nie rozu­mie­my – z peł­ną świa­do­mo­ścią i odpo­wie­dzial­no­ścią mogę zaświad­czyć, że po kil­ku latach prak­ty­ki wszyst­kich wspo­mnia­nych narzę­dzi, moje pra­gnie­nia zwią­za­ne z poszu­ki­wa­niem praw­dzi­wej sie­bie dopro­wa­dzi­ły mnie do miej­sca, w któ­rym jestem dziś… A jestem obec­nie świa­do­mą kobie­tą suk­ce­su, któ­ra dzię­ki POZNANIU PRAWDZIWEJ SIEBIE, swo­ich natu­ral­nych darów, talen­tów i cech oso­bi­stych, zaczę­ła reali­zo­wać „boski plan” z jakim przy­szła na zie­mię. Może to brzmieć gór­no­lot­nie, jed­nak w momen­cie kie­dy zaczniesz odczu­wać te zmia­ny nie tyl­ko na zewnątrz, ale przede wszyst­kim w sobie, budząc swój wewnętrz­ny auto­ry­tet, prze­sta­nie być to takie dziw­ne. Stajesz się wów­czas lide­rem swo­je­go życia – tłu­ma­czy Natalia Polcyn-Geisler.

Natalia Polcyn-Geisler – men­tor­ka biz­ne­su, wspie­ra­ją­ca kobie­ty w roz­wo­ju ducho­wym i oso­bi­stym. Swoje szko­le­nia pro­wa­dzi, kła­dąc nacisk na osią­ga­nie efek­tów roz­wo­ju w życiu zawo­do­wym. Jej misją jest akty­wo­wać w każ­dej kobie­cie, z któ­rą współ­pra­cu­je, wewnętrz­ną moc, po to, żeby sta­ła się LIDERKĄ swo­je­go życia. W cią­gu minio­nych lat pozna­ła wie­le narzę­dzi roz­wo­ju ducho­we­go i oso­bi­ste­go. Dziś wybie­ra tyl­ko te, któ­re dają jej naj­wię­cej rado­ści i połą­cze­nia. Dzięki roz­wo­jo­wi ducho­we­mu wie, jak pro­wa­dzić swo­je klient­ki, dosto­so­wu­jąc każ­dą współ­pra­cę do pozio­mu świa­do­mo­ści, z jaką dana kobie­ta do niej przy­cho­dzi. Dzięki temu jej klient­ki oprócz tego, że budu­ją swo­ją świa­do­mość, to zaczy­na­ją być fak­tycz­nie peł­ny­mi mocy lider­ka­mi swo­je­go życia, a ich biz­ne­sy zaczy­na­ją rozkwitać.

Natalia jest wła­ści­ciel­ką fir­my Help4you, wspie­ra­ją­cej Polaków emi­gru­ją­cych do Holandii w zała­twie­niu for­mal­no­ści zwią­za­nych z poby­tem oraz pro­wa­dze­niem dzia­łal­no­ści. Polka od 15 lat miesz­ka­ją­ca w Holandii oraz mat­ka łączą­ca obo­wiąz­ki zawo­do­we z rodzi­ciel­ski­mi dzię­ki osią­gnię­ciu balan­su w życiu pry­wat­nym i zawodowym…

 

Jak odzyskać harmonię w dzisiejszym świecie?

Sztuka, któ­ra uzdrawia…

Harmonia to sło­wo, któ­re w każ­dym z nas wywo­łu­je dobre emo­cje. Często uży­wa­ne jest do opi­su ide­al­ne­go sta­nu rów­no­wa­gi i zgod­no­ści mię­dzy odmien­ny­mi ele­men­ta­mi. Dla więk­szo­ści może ozna­czać spo­kój, syme­trię i pew­ne­go rodza­ju ulgę tak upra­gnio­ną w dzi­siej­szych cza­sach cią­głe­go pośpie­chu. Dążenie do har­mo­nii jest waż­nym celem, ponie­waż bez niej pozo­sta­je­my w sta­nie lęku, stre­su i ciem­no­ści. A jak ją osią­gnąć? Po jakie lekar­stwo się­gnąć? Ponoć jed­nym z naj­po­tęż­niej­szych jest muzyka…

Od daw­na była wyko­rzy­sty­wa­na jako for­ma tera­pii. Śpiew Orfeusza potra­fił uspo­ka­jać dzi­kie zwie­rzę­ta, uzdra­wiać cho­ro­by a jego gra na lirze prze­ko­na­ła Hadesa, boga pod­zie­mi do uwol­nie­nia uko­cha­nej ze świa­ta umar­łych. Niebagatelny wpływ muzy­ki na wszyst­kie for­my życia orga­nicz­ne­go zna­ny był już sta­ro­żyt­nym. Dziś czę­sto zapo­mi­na­my o jej sile. A muzy­ka, to rodzaj sztu­ki, któ­ra koi, wyci­sza, relak­su­je, ale też dostar­cza mocy, ener­gii i pozy­tyw­nych wibracji.

Muzyka, któ­ra leczy

To spraw­dzo­ne lekar­stwo na nie­zli­czo­ne pro­ble­my nęka­ją­ce współ­cze­sne­go czło­wie­ka. – twier­dzi ARTur Moon, arty­sta, pia­ni­sta i per­for­mer – Niezależnie od tego, jakie doświad­cze­nia słu­chacz przy­no­si ze sobą na mój kon­cert, może sma­ko­wać wie­lo­wy­mia­ro­wych prze­strze­ni wewnętrz­nych na swój wła­sny spo­sób. Wynikiem takie­go spo­tka­nia z kom­po­zy­cja­mi muzycz­ny­mi jest ducho­we prze­ży­cie – podróż, któ­ra dopro­wa­dza odbior­cę do uczu­cia spój­no­ści z samym sobą i ota­cza­ją­cym go wszechświatem.

Dźwięki, któ­re łączą

Muzyka to tak­że uni­wer­sal­ny język, łączą­cy odmien­ne kul­tu­ry i naro­dy, umoż­li­wia­jąc nam poro­zu­mie­wa­nie się na pozio­mie emo­cjo­nal­nym i intu­icyj­nym. – mówi ARTur Moon – Jest plat­for­mą komu­ni­ka­cji, nie­zwa­ża­ją­cą na barie­ry języ­ko­we – dzię­ki niej może­my dotrzeć do wszyst­kich i dotknąć naj­głęb­szych obsza­rów duszy swo­jej i dru­gie­go człowieka.

Oddziaływanie muzy­ki na świat orga­nicz­ny widać już na pozio­mie mniej zaawan­so­wa­nych od czło­wie­ka orga­ni­zmów. Badania pro­wa­dzo­ne przez Uniwersytet we Florencji wyka­za­ły, że nie­któ­re rośli­ny są w sta­nie komu­ni­ko­wać się mię­dzy sobą za pomo­cą dźwię­ków. Natomiast nie­miec­cy naukow­cy prze­pro­wa­dzi­li eks­pe­ry­ment, w któ­rym pod­łą­czy­li elek­tro­dy do korze­ni roślin i odtwa­rza­li sygna­ły dźwię­ko­we z róż­nych źró­deł. Okazało się, że korze­nie reago­wa­ły na dźwię­ki, wytwa­rza­jąc swo­ją wła­sną elek­trycz­ną aktyw­ność, któ­ra przy­po­mi­na­ła melo­die muzyczne.

Performance, któ­ry zmie­nia życie

Muzyka towa­rzy­szy nam na co dzień, ale kie­dy słu­cha­my jej, na żywo, prze­by­wa­jąc w histo­rycz­nej sali kon­cer­to­wej, z wiel­kim arty­stą na sce­nie, mamy moż­li­wość w peł­ni doświad­czyć jej uzdra­wia­ją­cej mocy. ARTur Moon jest jed­nym z naj­bar­dziej uta­len­to­wa­nych i poszu­ki­wa­nych pia­ni­stów mło­dej gene­ra­cji.  Muzykę trak­tu­je jak tera­pię i wytchnie­nie, któ­rym chce dzie­lić się z publicz­no­ścią. Serwuje odbior­com nie tyl­ko grę na for­te­pia­nie, ale wie­lo­wy­mia­ro­wy, zja­wi­sko­wy per­for­man­ce. “Koncert w Ciemności”, 18 czerw­ca w Filharmonii Narodowej w Warszawie, jest zapro­sze­niem do nie­sa­mo­wi­tej przy­go­dy wewnętrz­nej, któ­ra może stać się reme­dium na wyzwa­nia codzien­no­ści. Wybierając się na wyda­rze­nie muzycz­ne zre­ali­zu­je­cie recep­tę na wewnętrz­na przemianę.

ARTur Moon czy­li Artur Sychowski jest absol­wen­tem Szkoły Muzycznej im. F. Chopina w Wejherowie. Artysta wszech­stron­ny, dosko­na­le poru­sza­ją­cy się w obsza­rze muzy­ki zarów­no kla­sycz­nej, jak i impro­wi­zo­wa­nej, co zde­cy­do­wa­nie jest jego dome­ną. Awangardowy pia­ni­sta wystę­pu­ją­cy na świa­to­wych sce­nach muzycz­nych. Laureat pre­sti­żo­wych nagród. 

18 czerw­ca w Filharmonii Narodowej w Warszawie odbył się „Koncert w ciemności”.